Prezydent Wenezueli obiecał prawie 4 dolary zasiłku macierzyńskiego

Prezydent Wenezueli obiecał prawie 4 dolary zasiłku macierzyńskiego

Daria Usik

Nie od dziś wiadomo, że wydatki związane z dziećmi są ogromne, a każda pomoc finansowa jest na wagę złota. Prezydent Wenezueli Nicolas Maduro takową zapowiedział i obiecał, że każda kobieta w ciąży otrzyma 700 tys. boliwarów miesięcznie, czyli w przeliczeniu… 3,83 dolarów.

(Reuters)

Maduro na swoim corocznym przemówieniu obiecał wesprzeć ciężarne Wenezuelki, wypłacając im comiesięczny zasiłek w wysokości niespełna 4 dolarów. Dodatkowo już po narodzinach dziecka otrzymają one 1 mln boliwarów, co przy obecnym kursie daje 5,48 dolarów.

Problemy gospodarcze Wenezueli przekładają się na brak podstawowych produktów, w tym leków czy jedzenia, więc wątpliwym jest, by ta pomoc ze strony państwa polepszyła tę sytuację. Szacuje się także, że wypłacane świadczenia warte będą niedługo jeszcze mniej ze względu na postępującą w kraju hiperinflację.

W tym momencie za jednego dolara trzeba zapłacić aż 182 tys. boliwarów, gdzie jeszcze nie tak dawno, bo w listopadzie, było to „zaledwie” 41 tys. Według ekonomistów z Uniwersytetu Johna Hopkinsa zeszłoroczna inflacja wyniosła w Wenezueli 4000 proc.

Oprócz zasiłku macierzyńskiego Maduro zapowiedział pod koniec ubiegłego roku zwiększenie płacy minimalnej o 40 proc. – warto zaznaczyć, że w 2017 r. Wenezuelczycy otrzymali 5 (!) podwyżek. W listopadzie – jak informuje portal cnn.com – 4 mln rodzin otrzymało „świąteczne kupony” opiewające na kwotę 500 tys. boliwarów (na tamten okres było to 12 dolarów, teraz kwota ta wynosi 2,74 dolarów).

Jedynym warunkiem otrzymania comiesięcznego bonusu jest posiadanie nowego dowodu osobistego, co uważane jest za wyraz poparcia dla władzy, a spora część obywateli na znak protestu ich nie posiada.

DU

Źródło:

 
Najlepsze lokaty bankowe na 6 miesięcy – styczeń 2018 [Ranking Bankier.pl]

Najlepsze lokaty bankowe na 6 miesięcy – styczeń 2018 [Ranking Bankier.pl]

redaktor Bankier.pl

4,00 proc. w skali roku pozwoli zarobić najwyżej oprocentowana lokata półroczna w styczniu. Jest ona jednak objęta kilkoma dodatkowymi warunkami, a jednym z nich jest ograniczona kwota maksymalna. Posiadacze większych oszczędności mogą liczyć na 3,00 proc. w skali roku, czyli o 0,25 pp. więcej niż przed miesiącem.

Kolejny w tym miesiącu ranking lokat prezentuje najlepsze oferty depozytów z 6-miesięcznym terminem zapadalności. Najwyżej oprocentowane propozycje dostępne dla 10 000 zł ujęte zostały w dwóch tabelach. W pierwszej z nich można znaleźć informacje o depozytach z tak zwanymi dodatkowymi warunkami, z kolei w drugiej o propozycjach nie objętych takimi ograniczeniami. Ostatnie zestawienie zawiera informacje, które pozwolą wybrać najwyżej oprocentowaną lokatę na 100 000 zł. Jeśli bank pod daną marką posiada w ofercie większą liczbę lokat o podobnych parametrach, to do zestawienia trafił depozyt z najwyższą stawką.

Najlepsze lokaty bankowe na 6 miesięcy – styczeń 2018 [Ranking Bankier.pl]
Najlepsze lokaty bankowe na 6 miesięcy – styczeń 2018 [Ranking Bankier.pl] (YAY Foto)

Najlepsze lokaty na 6 miesięcy na 10 000 zł z dodatkowymi warunkami

Lider zestawienia najlepszych lokat półrocznych na 10 000 zł z dodatkowymi warunkami pozostał niezmienny. Tę pozycję zajmuje Nest Lokata Witaj od Nest Banku, która posiada stawkę w wysokości 4,00 proc. w skali roku. Bank obejmie środki klienta takim procentem, jeśli spełni on wypunktowane w regulaminie wymogi. Należą do nich dysponowanie statusem nowego klienta, założenie konta osobistego oraz zasilenie rachunku wpływem na koncie w wysokości min. 2500 zł. Posiadacze rachunku firmowego mogą spełnić ostatni warunek w inny sposób. W tym celu należy zagwarantować na BIZnest Konto wpływy w łącznej wysokości 6000 zł oraz opłacić składkę do ZUS-u lub przelać zaliczkę podatku dochodowego na rachunek US-u. Depozyt posiada jeszcze inne ograniczenie – klient nie ulokuje na nim większej kwoty niż 10 000 zł.

Najlepsze lokaty 6M na 10 000 zł z dodatkowymi warunkami

Lp.

Bank

Lokata

Oproc.

Zysk

Warunki

1.

Nest Bank

Nest Lokata Witaj

4,00%

160,67 zł

posiadanie konta; tylko dla nowych klientów, którzy zapewnią:

a) wpływ wynagrodzenia na ROR w kwocie min. 2500 zł

lub

b) wpływy na rachunek firmowy w kwocie min. 6000 zł oraz zrealizują zaliczkę podatku dochodowego do US-u lub płatność składki do ZUS-u

2.

Idea Bank

Lokata na nowe środki PLUS

3,00%

120,50 zł

posiadanie konta; dla nowych środków

Lion’s Bank

Lokata Desire PLUS

3,00%

120,50 zł

posiadanie konta; dla nowych środków

3.

Alior Bank

Lokata internetowa (dla nowego klienta)

2,50%

100,41 zł

tylko dla nowych klientów banku.

4.

BGŻOptima

Lokata Deklasująca

2,40%

96,39 zł

posiadanie konta oszczędnościowego; dla nowych środków

5.

neoBank

energoLOKATA 6M

2,30%

92,37 zł

posiadanie konta lub portfela depozytowego w banku; tylko dla nowych klientów

Sprawdź pozostałe lokaty w zestawieniu »

Źródło: Bankier.pl, stan na 15.01.2018 r.

O 1 pp. mniej oferują produkty bankowe, które zajmują drugie miejsce w tabeli. Mowa o Lokacie na nowe środki PLUS (Idea Bank) oraz Lokacie Desire PLUS (Lion’s Bank). Obie propozycje wymagają posiadania konta oraz ulokowania nowych środków. Dla klientów, którzy nie są zainteresowani założeniem rachunku w banku, instytucje przygotowały wariant nie wymagający spełnienia tego warunku, jednak z niższym oprocentowaniem.

Pierwszą trójkę zamyka Alior Bank z ofertą Lokaty internetowej dla nowych klientów. Oprocentowanie na tym 186-dniowym depozycie wynosi 2,50 proc. w skali roku i będą się nim mogli cieszyć nowi klienci banku.

Najlepsze lokaty na 6 miesięcy na 10 000 zł bez dodatkowych warunków

Na depozytach, które nie są obarczone dodatkowymi wymogami, można zarobić zdecydowanie mniej. Najlepsza lokata tego typu na kwotę 10 000 zł ma stawkę 2,15 proc. w skali roku. Takim oprocentowaniem objęta jest e-Lokata granatowa proponowana przez Polski Bank Spółdzielczy w Ciechanowie.

Najlepsze lokaty 6M na 10 000 zł bez dodatkowych warunków

Lp.

Bank

Lokata

Oproc.

Zysk

1.

Polski Bank Spółdzielczy w Ciechanowie

e-Lokata granatowa

2,15%

86,36 zł

2.

Inbank

Lokata standardowa

2,00%

80,33 zł

Toyota Bank

Lokata Standard

2,00%

80,33 zł

3.

BOŚ Bank

EKOlokata Zyskowna

1,70%

68,28 zł

Idea Bank

Lokata NR 1

1,70%

68,28 zł

4.

Getin Bank

e-Lokata Tradycyjna

1,65%

66,27 zł

5.

Lion’s Bank

Lokata Miracle

1,60%

64,26 zł

PlusBank

Lokata internetowa

1,60%

64,26 zł

Sprawdź pozostałe lokaty w zestawieniu »

Źródło: Bankier.pl, stan na 15.01.2018 r.

Jeszcze tylko dwie lokaty oferują stawkę nie mniejszą niż 2,00 proc. w skali roku. Dokładnie taki procent posiadają w styczniu Lokata standardowa od Inbanku oraz Lokata Standard od Toyota Banku. Trochę mniej, bo 1,70 proc. w skali roku, dadzą kolejne dwie oferty – EKOLokata Zyskowna (BOŚ Bank) zakładana bez konta osobistego oraz Lokata NR 1 (Idea Bank).

Najlepsze lokaty na 6 miesięcy na 100 000 zł

Posiadanie większych oszczędności nie stanowi przepustki do otrzymania lepszej stawki na lokacie półrocznej. Klienci, którzy chcieliby przekazać 100 000 zł na jeden depozyt, otrzymają niższe oprocentowanie, niż oferuje lider pierwszej tabeli. Najwyższa stawka w tym przypadku wynosi 3,00 proc. w skali roku i można ją znaleźć w dwóch bankach.

Tyle mogą otrzymać klienci, którzy powierzą swój kapitał Idea Bankowi lub Lion’s Bankowi. Zarówno Lokata na nowe środki PLUS, jak i Lokata Desire PLUS wymaga posiadania lub otwarcia konta osobistego oraz przekazania bankowi nowych środków.

Najlepsze lokaty 6-miesięczne dla 100 000 zł

Lp.

Bank

Lokata

Oproc.

Zysk

Warunki

1.

Idea Bank

Lokata na nowe środki PLUS

3,00%

1205,01 zł

posiadanie konta; dla nowych środków, zakładana przez bankowość internetową lub mobilną

Lion’s Bank

Lokata Desire PLUS

3,00%

1205,01 zł

posiadanie konta; dla nowych środków

2.

Nest Bank

Nest Lokata Lojalna

2,60%

1044,35 zł

posiadanie konta oraz zapewnienie:

a) wpływu wynagrodzenia na ROR w kwocie min. 2500 zł/m-c

lub

b) wpływów na rachunek firmowy w kwocie min. 6000 zł/m-c oraz zrealizowanie zaliczki podatku dochodowego do US-u lub płatności składki do ZUS-u

3.

Alior Bank

Lokata internetowa (dla nowych klientów)

2,50%

1004,18 zł

tylko dla nowych klientów banku, zakładana on-line

4.

BGŻOptima

Lokata Deklasująca

2,40%

964,01 zł

posiadanie konta oszczędnościowego; dla nowych środków, zakładana przez bankowość internetową

5.

neoBank

energoLOKATA 6M

2,30%

923,84 zł

posiadanie konta lub portfela depozytowego w banku; tylko dla nowych klientów; zakładana przez bankowość internetową

Sprawdź pozostałe miejsca w zestawieniu »

Źródło: Bankier.pl, stan na 15.01.2018 r.

Miejsce drugie przypadło Nest Lokacie Lojalnej od Nest Banku oprocentowanej na 2,60 proc. w skali roku. Warunki depozytu są podobne do Nest Lokaty Witaj, jednak z tej oferty mogą skorzystać nie tylko nowi klienci. Bank wymaga posiadania konta osobistego oraz dokonywania wpływów w wysokości 2500 zł miesięcznie lub – jeśli klient posiada także konto firmowe – wpływów nie mniejszych niż 6000 zł miesięcznie. Nie zmienia się dodatkowy warunek – deponent, który zagwarantuje wpływy na konto firmowe, musi dokonywać płatności do ZUS lub US.

Ostatnie miejsce w topowej trójce zajmuje Lokata internetowa dla nowych klientów od Alior Banku, która jest oprocentowana na 2,50 proc. w skali roku, czyli o 0,10 pp. niżej niż wicelider zestawienia. Oferta jest dedykowana nowym klientom, którzy założą lokatę za pomocą wniosku internetowego.

Najlepsze lokaty półroczne – sytuacja na rynku

W styczniu wzrosło maksymalne oprocentowanie dostępne dla klientów, którzy zgromadzili 100 000 zł za sprawą podwyżki oprocentowania na Lokacie na nowe środki PLUS przez Idea Bank z 2,75 proc. do 3,00 proc. w skali roku. Depozyt umocnił się również na drugiej pozycji w pierwszym zestawieniu dla dziesięciokrotnie niższej kwoty. W obu tabelach towarzyszy mu Lokata Desire PLUS od Lion’s Banku, którą od niedawna można otworzyć, lokując już 10 000 zł. Lion’s Bank obniżył także kwotę minimalną na Lokacie Miracle, która tym samym uzupełniła listę najlepszych lokat na 10 000 zł bez dodatkowych warunków.

To nie koniec zmian, które zaszły w styczniowym rankingu. Nest Bank poprawił warunki Nest Lokaty Lojalnej, która dzięki podwyżce z 2,35 proc. na 2,60 proc. w skali roku wróciła do zestawienia na większą kwotę i zajęła drugie miejsce. Z kolei w BGŻOptima zakończyła się oferta Lokaty Urodzinowej. Zainteresowani depozytem w tym banku nie musieli czekać długo – 11 stycznia br. BGŻOptima wystartował z Lokatą Deklasującą, która nowym klientom proponuje takie samo oprocentowanie – 2,40 proc. w skali roku.

Klienci, którzy zwlekali z otwarciem energoLOKATY 6M od neoBanku, otrzymają obecnie niższe oprocentowanie. Aktualna stawka wynosi 2,30 proc. w skali roku. Około miesiąc temu była ona wyższa o 0,40 pp.

Monika Dekrewicz

Źródło:

 
Polacy pożyczyli rządowi rekordową kwotę

Polacy pożyczyli rządowi rekordową kwotę

Maciej Kalwasiński

W 2017 roku Polacy przeznaczyli blisko 7 mld zł na zakup obligacji skarbowych. „To najlepszy wynik na przestrzeni ostatniej dekady” – chwali się Ministerstwo Finansów.

Powrót inflacji i poprawa sytuacji budżetów domowych dzięki lepszej sytuacji na rynku pracy przy utrzymującym się niskim oprocentowaniu depozytów bankowych, spowodowanym niskim poziomem stóp procentowych NBP, skłoniły Polaków do ulokowania rekordowej kwoty w obligacjach skarbowych.

W całym 2017 r. Ministerstwo Finansów pozyskało dzięki temu 6,86 mld zł, najwięcej od ponad dekady. Daje to średnio 571 mln zł miesięcznie, czyli o blisko 50 proc. więcej niż rok wcześniej.

(Ministerstwo Finansów)

Sprzedaż nabrała wyraźnego przyspieszenia pod koniec roku, gdy do oferty dołączyły papiery trzymiesięczne. Ich oprocentowanie, wynoszące 1,5 proc. w skali roku, pozostaje niższe niż inflacja CPI, ale i tak jest konkurencyjne w porównaniu z przeciętną lokatą. W raptem trzy miesiące Polacy przeznaczyli na ich zakup ponad 650 mln zł.

Najpopularniejsze pozostały „dwulatki”, ale ich udział wyraźnie spadł z 77 proc. w 2016 r. do 43 proc. w 2017 r. Większym zainteresowaniem zaczęły się cieszyć chroniące przed inflacją papiery cztero- i dziesięcioletnie – ich łączna sprzedaż była większa o 1 p. proc. niż obligacji dwuletnich i ponad trzykrotnie wyższa niż rok wcześniej.

Niewielki pozostaje za to udział obligacji rodzinnych – dostępnych dla beneficjentów programu „Rodzina 500+”. Na ich zakup przeznaczono w całym ubiegłym roku zaledwie 16,9 mln zł.

Wartość sprzedaży poszczególnych rodzajów obligacji w 2017 r.

Typ obligacji

Kwota pozyskana ze sprzedaży (mln zł)

Udział w łącznej sprzedaży (proc.)

Trzymiesięczne

650,3

9,5

Dwuletnie

2959,6

43,1

Trzyletnie

216,7

3,2

Czteroletnie

2456,9

35,8

Dziesięcioletnie

560,5

8,2

500+

16,9

0,2

Źródło: Ministerstwo Finansów

„Obligacje skarbowe dają gwarancję kapitału, oferują zysk oraz zapewniają elastyczność

w dostępie do zgromadzonych oszczędności. Oferta jest różnorodna pod względem długości oszczędzania, zasad oprocentowania i wypłaty odsetek. Dzięki temu każdy może wybrać produkt dopasowany do własnych preferencji i zapotrzebowania. Rekordowe wyniki sprzedaży pokazują, że Polacy coraz chętniej pomnażają swoje oszczędności wybierając obligacje skarbowe” – komentuje Piotr Nowak, podsekretarz stanu w Ministerstwie Finansów.

Niedawno do zakupów obligacji skarbowych przekonywał premier Mateusz Morawiecki, który stwierdził, że lokowanie oszczędności w obligacjach „to najpewniejsza inwestycja na świecie”.

Maciej Kalwasiński

Źródło:

 
Kreatywna księgowość, czyli jak spółki zawyżają zyski

Kreatywna księgowość, czyli jak spółki zawyżają zyski

Adam Torchała

Jak spółki zawyżają zyski? Dlaczego wyższy zysk nie musi oznaczać wyższego podatku? Jak czytać sprawozdania finansowe, by rozpoznać, że spółka stosuje kreatywną księgowość? Na te i wiele innych pytań dotyczących pułapek w raportach okresowych odpowiada w rozmowie z Bankier.pl dr Jacek Welc, ekspert z zakresu analizy finansowej przedsiębiorstw oraz wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i SRH University Berlin.

Adam Torchała, Bankier.pl: Czym – tak w skrócie – jest kreatywna księgowość?

Dr Jacek Welc, ekspert z zakresu analizy finansowej przedsiębiorstw oraz wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i SRH University Berlin
Dr Jacek Welc, ekspert z zakresu analizy finansowej przedsiębiorstw oraz wykładowca Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu i SRH University Berlin

Dr Jacek Welc: „Kreatywna księgowość” to pojęcie używane zamiennie z pojęciami „agresywna księgowość” czy „manipulacje księgowe”. W dużym skrócie polega to na takim stosowaniu zasad rachunkowości, które skutkuje istotnym celowym zawyżeniem (częściej) lub zaniżeniem (rzadziej) wyników finansowych, raportowanych przez daną spółkę. Do najczęściej stosowanych metod fałszowania sprawozdań finansowych należą: „kreatywna” interpretacja tzw. miękkich obszarów rachunkowości (np. sztuczne traktowanie niektórych rutynowych kosztów operacyjnych jako inwestycje w aktywa trwałe) oraz aranżowanie sztucznych transakcji z podmiotami „zaprzyjaźnionymi” (np. sprzedaż zapasów innemu podmiotowi, a następnie ich odkupienie).

Warto podkreślić, iż wbrew powszechnej opinii, klasycznie rozumiane defraudacje poprzez fałszerstwa dokumentacji księgowej (np. wystawianie „lewych” faktur czy fabrykowanie raportów produkcji) są stosunkowo rzadko spotykane. Znacznie częściej „naciąganie” raportowanych wyników finansowych odbywa się poprzez agresywną interpretację określonych regulacji księgowych oraz zdarzeń gospodarczych, tak by wszystko odbywało się rzekomo w ramach obowiązujących przepisów (co jest nie bez znaczenia dla możliwości wykrywania „kreatywnej księgowości” przez audytorów).

Czy to powszechna praktyka?

To zależy, jak rozumieć słowo „powszechna”. Oczywiście przesadą byłoby stwierdzenie, iż większość firm popełnia tego typu grzechy. Jednakże agresywna księgowość (a w szczególności jej odmiana, polegająca na wspominanej wcześniej „naciąganej” interpretacji obowiązujących standardów rachunkowości) jest znacznie bardziej powszechna, niż to się wydaje większości analityków i inwestorów giełdowych, nie wspominając o laikach. Trzeba przy tym podkreślić, iż nie jest to zjawisko specyficzne tylko dla np. małych spółek, ale i dla wielkich globalnych korporacji. Najlepszymi na to dowodami z ostatnich kilku lat są np. Tesco, Toshiba, Valeant czy Steinhoff. Ale i na polskim podwórku giełdowym nie brakuje przypadków „twórczego” zawyżania raportowanych zysków księgowych, zwłaszcza w przypadku wysoce zadłużonych spółek, które stają w obliczu pogarszających się wyników.

Rok 2014 był ciężkim rokiem dla Tesco. Najpierw spółka zawyżyła zyski o 250 mln funtów. Gdy fakt ten wyszedł na jaw akcje zaczęły gwałtownie tanieć. Na to wszystko nałożyły się wewnętrzne problemy spółki
Rok 2014 był ciężkim rokiem dla Tesco. Najpierw spółka zawyżyła zyski o 250 mln funtów. Gdy fakt ten wyszedł na jaw akcje zaczęły gwałtownie tanieć. Na to wszystko nałożyły się wewnętrzne problemy spółki (Bloomberg)

Gdzie w sprawozdaniu finansowym najczęściej można natrafić na agresywną księgowość?

Niemal wszędzie. Ale lokalizacja problemów z wiarygodnością sprawozdania finansowego konkretnej spółki zależy w bardzo dużym stopniu od specyfiki jej działalności. Na przykład w branży budowlanej najczęstszym problemem jest agresywne rozliczanie kontraktów długoterminowych metodą stopnia zaawansowania. W spółkach funkcjonujących w środowisku deflacji (np. dystrybutorzy elektroniki, producenci odzieży czy deweloperzy w okresie spowolnienia gospodarczego) zawyżenie zysków odbywa się najczęściej poprzez zawyżenie księgowej wartości zapasów. Z kolei w branżach kapitałochłonnych (np. telekomy, sieci hoteli czy spółki energetyczne) do obszarów najbardziej podatnych na manipulacje księgowe należy amortyzacja rzeczowych aktywów trwałych. Natomiast w biznesach charakteryzujących się wysokim znaczeniem prac badawczo-rozwojowych (farmaceutyka czy produkcja gier komputerowych) obszarami miękkimi są wydatki na projekty rozwojowe, agresywnie kapitalizowane w bilansie jako aktywa niematerialne. Jednak najbardziej podatnym na „kreatywną księgowość” (i najmniej zbadanym) obszarem współczesnej rachunkowości są zagadnienia rozliczania fuzji i przejęć oraz konsolidacji sprawozdań finansowych.

Czasami słyszy się, że inwestorzy zarzucają spółkom, że zawyżały zysk. Czy jednak nie jest to działanie nieopłacalne? Wyższy zysk to wyższy podatek, czyż nie?

To jeden z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych mitów dotyczących księgowości. Każda spółka bowiem, z wyjątkiem małych firm (stosujących pewne uproszczenia), prowadzi dwie odrębne ewidencje zdarzeń gospodarczych: rachunkowość finansową (znajdującą swoje odzwierciedlenie w publikowanych sprawozdaniach finansowych) oraz rachunkowość podatkową (na bazie której dokonuje ona kalkulacji obciążeń podatkowych). W przypadku wielu pozycji przychodów i kosztów zachodzą istotne różnice pomiędzy zasadami ewidencji na potrzeby księgowe i podatkowe. Różnice te mogą mieć charakter przejściowy (tzn. dany przychód lub koszt wpływa zarówno na wynik księgowy, jak i dochód podatkowy, ale w różnych okresach) lub trwały. Przykładowo, dokonanie odpisu z tytułu utraty wartości zapasów stanowi koszt księgowy (zmniejszając raportowany zysk brutto), nie będąc jednak w tym samym okresie kosztem podatkowym. Koszty odsetek od niektórych kredytów mogą zwiększać wartość bilansową aktywów trwałych (nie będąc tym samym kosztem księgowym w momencie poniesienia), stanowiąc jednocześnie koszt uzyskania przychodu. Wreszcie, istnieją takie kategorie kosztów, które mogą znacząco obniżać wynik księgowy, nigdy nie będąc kosztem uzyskania przychodu (np. zapłacone kary za zanieczyszczanie środowiska).

Różnic pomiędzy zyskiem księgowym a dochodem podatkowym mogą być setki, w zależności od specyfiki danej firmy. Nie wchodząc głębiej w szczegóły, z punktu widzenia wiarygodności sprawozdań finansowych ważne jest tu to, że raportowane zyski księgowe oraz dochody podatkowe danej firmy żyją niejako „swoim życiem”, tzn. są w znacznym stopniu niezależne od siebie (przynajmniej w perspektywie krótkookresowej). A to z kolei oznacza, że stosowanie technik agresywnej księgowości wcale nie musi pociągać za sobą efektu ubocznego, w postaci wyższych obciążeń podatkowych.

Skoro pomiędzy rachunkiem zysków i strat, a rachunkowością podatkową istnieją takie różnice, to jaką wiedzę może inwestor z nich wyciągnąć? Gdzie tego szukać?

I tu dochodzimy do bardzo ważnej obserwacji: zyski księgowe i dochody podatkowe firm nie tylko „żyją swoim życiem”, ale również charakteryzują się przeciwstawnym kierunkiem intencji zarządów. O ile bowiem menedżerowie zwykle chcą wykazywać tak wysokie zyski księgowe, jak to tylko możliwe (z pomocą lub bez „kreatywnej księgowości”), o tyle równie chętnie płacą tak niskie podatki, jak to tylko możliwe. Oznacza to, że najczęściej stosowanymi technikami fałszowania sprawozdań finansowych są te, które skutkują zawyżaniem zysków księgowych bez konieczności płacenia wyższych podatków. A to z kolei implikuje bardzo ważną i użyteczną zależność: im bardziej dana spółka agresywnie zawyża raportowane zyski, tym bardziej jej luka pomiędzy zyskami księgowymi a dochodami podatkowymi „rozjeżdża się”. W skrajnych przypadkach (np. amerykański WorldCom tuż przed upadłością) spółka może raportować dodatnie zyski księgowe, nie płacąc jednocześnie żadnych podatków dochodowych (ze względu na ponoszone straty podatkowe).

Obserwacja powyższa jest bardzo ważna z punktu widzenia umiejętności śledzenia i wyłapywania symptomów „kreatywnej księgowości”, w oparciu o informacje o podatkach dochodowych, jakie spółki mają obowiązek przedstawiać w swoich raportach rocznych. Szczególnie użytecznymi są tu informacje o wzajemnych relacjach pomiędzy tzw. bieżącymi i odroczonymi podatkami dochodowymi (które sumują się do łącznego podatku dochodowego wykazywanego w rachunku zysków i strat) oraz o poziomie i strukturze tzw. aktywów i rezerw z tytułu odroczonego podatku dochodowego. Stosowanie technik wykrywania „kreatywnej księgowości”, opartych na informacjach o podatkach dochodowych, wymaga jednak stosunkowo zaawansowanej wiedzy z rachunkowości, zarówno finansowej, jak i podatkowej.

Zawyżanie zysku ma swoje konsekwencje, bowiem zgadzać się muszą obie strony bilansu. Czy istnieje jakiś sposób, by rozpoznać po wynikach spółki, że coś mogło być w ostatnim czasie „naciągane”?

Jedną z nadrzędnych zasad rachunkowości jest zasada podwójnego zapisu, która oznacza, że niemal każde zdarzenie gospodarcze księgowane jest na dwóch kontach księgowych, po przeciwnych stronach. Z punktu widzenia analizy wiarygodności sprawozdań finansowych ma to niebagatelne znaczenie. Jeżeli bowiem dana spółka celowo zawyża zysk księgowy w danym okresie, to również jej kapitały własne (których jednym z elementów jest zysk netto, jako łącznik pomiędzy bilansem i rachunkiem zysków i strat) na koniec tego okresu muszą być zawyżone. Gdyby jednak w całym bilansie zawyżeniu uległy jedynie kapitały własne, to wówczas pasywa przestałyby równać się aktywom. A to oznacza, iż zawyżeniu kapitałów własnych zawsze musi towarzyszyć albo zawyżenie jakichś aktywów, albo zaniżenie jakichś zobowiązań (albo mieszanka obydwu, jeśli spółka stosuje większy zestaw trików księgowych).

Jedną z sugestii, że spółka stosuje kreatywną księgowość może być mocne oderwanie się dynamiki aktywów od dynamiki przychodów (schemat poglądowy)
Jedną z sugestii, że spółka stosuje kreatywną księgowość może być mocne oderwanie się dynamiki aktywów od dynamiki przychodów (schemat poglądowy) (Bankier.pl)

Na przykład, agresywnemu rozliczaniu kontraktów długoterminowych przez spółki budowlane towarzyszą zwykle „puchnące” w aktywach wartości należności krótkoterminowych lub rozliczeń międzyokresowych. Z kolei w branżach kapitałochłonnych nadmiernie optymistyczne (tj. zbyt długie) stawki amortyzacji środków trwałych skutkują zbyt powolnym zmniejszaniem się ich bilansowych wartości, co również skutkuje zawyżoną wartością aktywów. Natomiast spółki sprzedające towary z możliwością zwrotu w określonym okresie (np. dystrybutorzy odzieży) powinny tworzyć rezerwy na te zwroty, których świadome zaniżenie skutkuje jednocześnie zaniżeniem zobowiązań oraz zawyżeniem zysku. To samo dotyczy rezerw na naprawy gwarancyjne, np. w przypadku producentów elektroniki czy samochodów.

Wszystko to oznacza, że często symptomy agresywnej księgowości widoczne są gołym okiem w bilansie i rachunku zysków i strat danej firmy, bez konieczności zagłębiania się w dalsze części jej sprawozdania finansowego. Symptomami tymi są podejrzanie szybko lub skokowo rosnące (np. w porównaniu do dynamiki przychodów) bilansowe wartości aktywów lub dziwnie zachowujące się rezerwy na zobowiązania.

Panuje taka utarta opinia, że zysk netto to tylko podatna na manipulacje opinia, prawdę o spółce pokazuje zaś rachunek przepływów pieniężnych. Co Pan o tym sądzi?

To niestety kolejny z niebezpiecznych mitów. Powiedzenie, które Pan przytoczył, pochodzi z USA i dosłownie brzmi „Profit is an accountant’s opinion, cash is king”. Niestety, jeżeli „cash is king”, to król czasami bywa nagi. Najlepszym dowodem na to jest wspomniany już wcześniej amerykański WorldCom, który w trzech latach poprzedzających swoją katastrofę finansową raportował dodatnie operacyjne przepływy pieniężne, na poziomach znacznie przewyższających księgowe zyski operacyjne (co rzekomo stanowiło potwierdzenie wiarygodności tychże raportowanych zysków).

Warianty w rachunku przepływów pieniężnych
Przepływy pieniężne z działalności: Najpopularniejsza interpretacja
Operacyjny Inwestycyjny Finansowy
+ + + Przedsiębiorstwo gromadzi środki pieniężne na koncie, być może, aby przeznaczyć je na przyszłe inwestycje.
+ Wysoka rentowność a zyski przeznaczane są na rozwój przedsiębiorstwa i spłatę zobowiązań.
+ + Sytuacja często spotykana w trakcie działań restrukturyzacyjnych
+ + Sytuacja typowa dla prawidłowo rozwijającego się przedsiębiorstwa.
+ + Ujemne przepływy z działalności operacyjnej i dodatnie z pozostałych działalności wskazują na przejściowe trudności jednostki gospodarczej.
+ Sytuacja typowa dla młodych, dopiero rozwijających się przedsiębiorstw, które jeszcze nie osiągnęły rentowności i dużo inwestują.
+ Niedobory gotówkowe przedsiębiorstwa są pokrywane ze sprzedaży aktywów. Może to oznaczać fazę przed bankructwem jednostki.
Przedsiębiorstwo inwestuje mimo strat i konieczności regulowania wcześniejszych zobowiązań. Może oznaczać bankructwo.
Powyższe interpretacje są oczywiście bardzo ogólne, każdy przypadek jest bowiem inny. Dodatkowo samą interpretację może zaburzać kreatywna księgowość

Problem polega na tym, iż o ile przepływy pieniężne netto (czyli pozycję na samym dole rachunku przepływów pieniężnych) rzeczywiście stosunkowo trudno zmanipulować, o tyle istnieje cały szereg technik, umożliwiających zawyżanie operacyjnych przepływów pieniężnych poprzez zaniżanie przepływów inwestycyjnych lub finansowych. A to przepływy operacyjne, czyli wypracowywane na tzw. „core business” danej firmy, mają rzekomo stanowić potwierdzenie jej zdrowej kondycji finansowej.

Do czynników zmniejszających wiarygodność i porównywalność raportowanych operacyjnych przepływów pieniężnych należą m.in.: agresywne “osadzanie” kosztów operacyjnych w aktywach trwałych, sprzedaż należności w transakcjach factoringowych, sprzedaż zapasów do podmiotów powiązanych czy traktowanie pożyczek udzielonych odbiorcom jako inwestycji finansowych (a nie jako standardowych należności handlowych).

Często o kreatywnej księgowości mówi się w kontekście IPO. Jak z punktu widzenia Pańskiej praktyki wygląda ta kwestia, czy rzeczywiście przygotowanie spółki do oferty publicznej to popis księgowych?

Odpowiem na to pytanie dyplomatycznie: nie inwestuję w akcje spółek w IPO. Nie twierdzę oczywiście, że dane finansowe publikowane w prospektach emisyjnych są zawsze „naciągane”. Z pewnością bowiem większość spółek ma „czyste ręce” w tym kontekście. Jednakże, sprzedaż akcji spółki nowym akcjonariuszom może rodzić szczególnie silną pokusę do zwiększenia atrakcyjności tej oferty, poprzez „podrasowanie” wyników księgowych przedstawionych w prospekcie. W szczególności, gdy nie jest to emisja akcji przez spółkę, ale sprzedaż akcji przez jej dotychczasowych głównych akcjonariuszy.

Wróćmy jeszcze do zagadnień konsolidacyjnych, ponieważ najpopularniejsze podmioty na GPW to nie tyle spółki, co właśnie grupy kapitałowe. Na co inwestorzy powinni szczególnie uważać?

Jak już stwierdziłem wcześniej, rozliczanie przejęć oraz konsolidacja sprawozdań finansowych to najbardziej podatne na „kreatywną księgowość” obszary rachunkowości. W szczególności, iż wiele współczesnych grup kapitałowych to bardzo skomplikowane i nieprzejrzyste konstrukcje powiązań kapitałowych i biznesowych pomiędzy podmiotami. Istnieje tu cała gama czynników, obniżających wiarygodność i porównywalność skonsolidowanych danych finansowych firm. Mam tu na myśli zarówno gamę dostępnych technik agresywnej księgowości (np. celowe zaniżenie tzw. „wartości firmy” z przejęcia, sprzedaż zapasów do podmiotu przejmowanego tuż przed tym przejęciem czy sztuczne unikanie konsolidacji podmiotów zależnych), jak i obiektywne ułomności zasad rachunkowości, takie jak pełna konsolidacja spółek zależnych z dużym udziałem tzw. udziałów niesprawujących kontroli.

Imperium Leszka Czarneckiego w 2014 roku (Kliknij, aby powiększyć obrazek)



Źródło: Prospekt emisyjny Idea Banku

Konsolidacja sprawozdań finansowych jest oczywiście zagadnieniem zbyt szerokim i skomplikowanym, by omówić je tu szczegółowo. Warto jednak pamiętać, iż jest to ten obszar rachunkowości, który daje księgowym szczególnie dużo „pola do popisu”, w szczególności w przypadku spółek, których wzrost jest w głównym stopniu napędzany przejęciami innych podmiotów. A to oznacza, iż analizując raporty finansowe rozbudowanych i powiększających się grup kapitałowych, zawsze warto włączyć zwiększoną czujność.

Swego rodzaju antidotum na kreatywność księgowych ma być opinia biegłego. To, że warto ją czytać, raczej nie ulega wątpliwości. Rzadko jednak padają tam mocne słowa. Jak czytać opinie biegłych, by wyłowić sugestie, że coś może być nie tak?

Jeden z pierwszych rozdziałów kultowej już książki „Quality of earnings” L.O. Thornton’a nosił tytuł „Nie ufaj audytorowi”. Choć stwierdzenie to jest przesadzone, to z pewnością opiniom biegłych rewidentów nie należy ufać bezgranicznie. Większość wielkich skandali księgowych okazuje się negatywnymi zaskoczeniami, trafiając na pierwsze strony gazet, właśnie ze względu na brak wcześniejszego sygnału ostrzegawczego ze strony audytora felernej spółki (który, jak pokazuje doświadczenie, może być zarówno małą firmą, jak i wielką korporacją audytorską).

Problem z wiarygodnością opinii biegłych rewidentów wynika nie tylko z niedostatecznej rzetelności części audytorów, ale również z faktycznie rosnącego skomplikowania modeli biznesowych współczesnych spółek oraz nie zawsze jednoznacznych i spójnych standardów rachunkowości. Niemniej jednak, oceniając wyniki finansowe danej firmy, zawsze warto zapoznać się z lekturą opinii jej audytora. Choć ja osobiście podchodzę do wniosków z tych opinii asymetrycznie: jeżeli w opinii biegłego znajdują się jakieś zastrzeżenia, to zakładam, iż w rzeczywistości problemy mogą być znacznie poważniejsze (niż by to wynikało z wydźwięku narracyjnego tejże opinii). W sytuacji przeciwnej, tj. braku zastrzeżeń ze strony audytora, i tak staram się zachować dawkę sceptycyzmu i przeprowadzam pełne „śledztwo” dotyczące potencjalnej agresywnej księgowości, w oparciu o wszelkie informacje dostępne w raportach danej spółki.

Kreatywna księgowość często wynika z interpretowalności przepisów. Księgowy musi zadecydować w jaki sposób rozliczać wieloletni kontrakt, czy spisać na straty należność, albo jak wysoką zawiązać rezerwę. Czy Pana zdaniem istnieje sposób na rozwiązanie tego problemu, czy jednak jest to kwestia, której w ramy przepisów ująć się nie da?

Niestety prostej odpowiedzi na to pytanie nie ma. Poszczególne systemy rachunkowości istotnie różnią się od siebie nie tylko konkretnymi zapisami, ale również ogólną „filozofią” sprawozdawczości finansowej. Na przykład standardy amerykańskie (US GAAP) są w znacznym stopniu oparte na stosunkowo sztywnych regułach i są bardzo szczegółowe, składając się łącznie z kilkudziesięciu tysięcy stron przepisów (w tym standardów dla poszczególnych branż). W porównaniu do nich, obowiązujące w UE standardy międzynarodowe (MSSF) są w znacznie większym stopniu oparte na uogólnionych zasadach i zawierają znacznie większy ładunek subiektywnych szacunków. Tymczasem spektakularne skandale księgowe dotyczą zarówno znanych spółek amerykańskich (np. Groupon w 2011 roku), jak i raportujących wg MSSF (np. Tesco w 2014 roku). Wynika to zarówno z obiektywnych ułomności rachunkowości, która zawsze stanowi pewne uproszczenie coraz bardziej skomplikowanej rzeczywistości gospodarczej, jak i wielu czynników społeczno-kulturowych (chciwości, presji rynków, zakorzenionej w danym społeczeństwie etyki biznesu, itd.). W każdym razie nie ma możliwości stworzenia takiego systemu rachunkowości, który byłby w pełni odporny na „kreatywną księgowość”.

Podsumowując, czy bez zaawansowanej wiedzy z dziedziny rachunkowości i finansów, oraz bez setek godzin ślęczenia nad sprawozdaniami finansowymi, drobny inwestor ma szansę się przed tymi wszystkimi praktykami obronić?

Jest taki stary dowcip, zgodnie z którym „księgowość to są działy i wydziały, żeby cymbały nie wiedziały, gdzie się pieniądze podziały”. Z punktu widzenia inwestora giełdowego, umiejętność „czytania między wierszami” sprawozdań finansowych zmniejsza ryzyko obudzenia się któregoś dnia jako ten przysłowiowy „cymbał”. Oczywiście im większą i bardziej szczegółową wiedzę księgową dany analityk czy inwestor posiada, tym większa szansa, iż będzie on w stanie wyłapać w sprawozdaniu finansowym danej spółki te obszary, które co najmniej powinny budzić wątpliwości. Jednakże, jak już wcześniej wspomniałem, wiele zaskakująco mocnych sygnałów ostrzegawczych można uzyskać nawet poprzez analizę prostych zależności pomiędzy poszczególnymi pozycjami w bilansie oraz rachunku zysków i strat (np. podejrzanie szybki wzrost aktywów, w porównaniu do dynamiki przychodów). Prosty system wczesnego ostrzegania można zatem zbudować sobie samemu, bez posiadania zaawansowanej wiedzy księgowej. A w przypadku, gdy taki system wygeneruje istotne sygnały ostrzegawcze dla danej spółki, wówczas bezpieczniej trzymać się od niej z daleka. W końcu na GPW notowanych jest już kilkaset spółek, więc jest z czego wybierać.

Rozmawiał Adam Torchała

Źródło:

 
Przez CETA rośnie zainteresowanie współpracą gospodarczą z Kanadą

Przez CETA rośnie zainteresowanie współpracą gospodarczą z Kanadą

PAP

Po pierwszym kwartale tymczasowego obowiązywania umowy o wolnym handlu między UE a Kanadą (CETA) widać większe zainteresowanie współpracą gospodarczą między Polską a Kanadą – powiedzieli PAP przedstawiciele biur handlowych obu krajów.

(fot. Francois Lenoir / Reuters)

Zainteresowanie ze strony polskiego rynku jest duże, ale myślę, że będzie jeszcze większe – poinformował PAP szef Zagranicznego Biura Handlowego Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu w Toronto Zack Labieniec. „Nasze biuro obsłużyło ponad 250 zapytań w drugiej połowie 2017 r., czyli od otwarcia. (…) 70-80 proc. z tych zapytań może dotyczyć planów, które będą realizowane w najbliższym czasie.

Kilka firm pracuje w tej chwili nad założeniem działalności w Kanadzie – dodał.

Zainteresowanie wykazują głównie małe i średnie przedsiębiorstwa zatrudniające do 50 pracowników – od nich pochodzi ok. 90 proc. zapytań – powiedział Labieniec.

Najciekawszymi dla polskich przedsiębiorców obszarami są: teleinformatyka (ICT), sztuczna inteligencja, górnictwo, energetyka, produkcja samochodów bezemisyjnych, a także eksport podstawowych produktów żywnościowych, słodyczy, mebli czy innych dóbr konsumpcyjnych. Firmy są też zainteresowane świadczeniem usług logistycznych, finansowych/fintech, tworzeniem aplikacji czy technologii dla przemysłu.

CETA, czyli kompleksowa umowa gospodarczo-handlowa między UE a Kanadą weszła w życie tymczasowo pod koniec września w 2017 r., eliminując cła na 98 proc. towarów i inne bariery pozataryfowe. Dla wybranych produktów, głównie żywnościowych, zastosowano ochronę w postaci kwot i oznaczeń geograficznych. Umowa oznacza też liberalizację rynku usług i zamówień publicznych na wszystkich szczeblach administracji z wyjątkiem usług, takich jak edukacja, kultura czy służba zdrowia.

Z punktu widzenia polskich importerów umowa czyni Kanadę bardziej konkurencyjną w stosunku do USA, co z kolei zaobserwowano w warszawskim biurze handlowym Kanady.

Na razie oba kraje nie są dla siebie znaczącymi partnerami handlowymi – w 2016 r. Kanada odpowiadała za 0,7 proc. polskiej sprzedaży zagranicznej. Jednocześnie wartość polskiego eksportu do Kanady była w 2016 r. prawie cztery razy większa niż importu. Duża część wymiany związana jest z globalnymi łańcuchami dostaw; np. światowy producent silników lotniczych Pratt & Whitney produkuje w Polsce komponenty, które następnie eksportuje do Kanady.

Po stronie firm kanadyjskich również widać wzrost zainteresowania rynkiem polskim – twierdzi radca handlowy Kanady w Polsce Nicolas Lepage.

„Na koniec listopada 2017 roku obsłużyliśmy (w ujęciu rdr) 44 proc. więcej kanadyjskich klientów zainteresowanych rynkiem polskim lub zwracających się do nas z pytaniami, a duża część tego wzrostu, który jest bardzo znaczący, wiąże się z CETA” – powiedział.

Zapytania pochodzą zarówno od firm już w Polsce obecnych, w tym tych, które mają tu zakłady produkcyjne, jak i zupełnie nowych – dodał. „Jest to rzeczywiście związane z wdrożeniem CETA i zainteresowaniem firm poszukiwaniem nowych możliwości”.

Kanada stawia w Polsce szczególnie na takie sektory jak: lotniczy, motoryzacyjny, rolniczy i produkcji żywności, ICT (zwłaszcza w dziedzinie gier komputerowych i cyberbezpieczeństwa), badań i rozwoju, obronności oraz czystych technologii.

Szans upatruje również w partnerstwach z firmami lokalnymi, zwłaszcza w obszarze innowacji. W rozwijającej się branży pojazdów elektrycznych doszło już do nawiązania współpracy z kilkoma polskimi producentami autobusów – poinformował Lepage.

Jak mówił, spodziewa się dalszego zwiększenia kanadyjskich inwestycji bezpośrednich w Polsce. „Według naszych ostatnich szacunków, firmy kanadyjskie utrzymują obecnie w Polsce około 16 tys. miejsc pracy” – dodał.

W dalszej perspektywie współpraca może być dla obu stron furtką do rynku zamówień publicznych nie tylko w Polsce, ale i w regionie – twierdzi radca handlowy Kanady. UE posiada już jedno okienko z wszystkimi dostępnymi zamówieniami, a Kanada jest zobowiązana takie udostępnić.

Dla polskich firm, które chciałyby walczyć o zamówienia w Kanadzie, główne bariery to brak informacji i miejscowego partnera – ocenia Labieniec.

Do pełnego wdrożenia CETA konieczna jest jej ratyfikacja przez wszystkich członków UE. Jak dotąd, dokonało tego osiem państw. Umowa wzbudza kontrowersje – jej krytycy twierdzą, że może faworyzować duże korporacje, naruszać prawa konsumenckie i mieć negatywny wpływ na środowisko. Obawy budzi zwłaszcza mechanizm rozwiązywania sporów na linii państwo-inwestor. Przed samym podpisaniem CETA w 2016 r. zastrzeżenia dotyczące sądu inwestycyjnego i importu produktów rolnych zgłosiła belgijska Walonia. Aby rozwiać te wątpliwości, dołączono do umowy tzw. wspólny instrument interpretacyjny.

autor: Alicja Minda

ami/amac/

Źródło: PAP
 
Proszę czekać...

Zapisz się do Newslettera

Chcesz być na bieżąco z nowymi produktami i wpisami do Bloga ? Wpisz poniżej swój adres e-mail i nazwę by być na bierząco.